Spis treści
Debiut pierwszej połowy czwartego sezonu "Bridgertonów" na platformie Netflix spotkał się z falą uzasadnionej krytyki. Druga partia odcinków prezentuje się już znacznie korzystniej, choć nadal trudno nazwać ją wybitną.
Finałowe odcinki 4. sezonu "Bridgertonów" ratują sytuację
Produkcja ta nigdy nie aspirowała do miana kina ambitnego czy intelektualnego. Jest to podręcznikowy przykład serialu na odmóżdżenie, mającego za zadanie bawić i wzruszać. O ile pierwsza partia odcinków czwartej serii zawiodła na całej linii, serwując nudę zamiast rozrywki, druga część sezonu okazała się wreszcie angażująca i pełna emocji.
PRZECZYTAJ TEŻ: Bridgertonowie z 5. sezonem. Kto będzie głównym bohaterem nowych odcinków?
Strategia podziału sezonu przez Netflixa zaszkodziła "Bridgertonom"
Warto jednak pochylić się nad strategią samego serwisu streamingowego. Jak zauważa Natalia Nowecka z ESKA.pl, czwarty sezon "Bridgertonów" zyskał miano najgorszej odsłony w historii produkcji i choć poziomem artystycznym na to zasłużył, nastroje odbiorców byłyby znacznie lepsze, gdyby nie decyzja o podziale sezonu na dwie odrębne części. W zeszłym roku podobny los spotkał serial "Wednesday". Ten anglojęzyczny hit platformy początkowo zebrał mieszane recenzje, a sytuacja uległa poprawie dopiero miesiąc później, gdy zadebiutowała znacznie lepsza, druga transza odcinków.
Wniosek nasuwa się sam: chytrość nie zawsze popłaca. Powszechnie wiadomo, że Netflix dzieli sezony swoich największych hitów na tury, by wymusić dłuższe subskrypcje. Gdyby jednak ktoś z zarządu zadbał o odpowiednie tempo narracji, problem byłby mniejszy. Niestety, cierpią na tym same seriale, kręcone inaczej niż produkcje HBO z cotygodniową emisją. Tutaj konstrukcja zakłada binge-watching, a gdy sezon zostaje przecięty w połowie, "mięso" fabularne dociera do widzów z dużym opóźnieniem. W rezultacie pierwsza część wydaje się słaba i nudna. Premiera całości może nie naprawiłaby błędów scenariuszowych, ale z pewnością zniwelowałaby niesmak wynikający z konieczności czekania miesiąc na jakikolwiek rozwój akcji.
PRZECZYTAJ TEŻ: Polak zagra w gigantycznym hicie Disneya. Jego rola to prawdziwy przełom