"M jak miłość" odcinek 1910 - wtorek, 17.02.2026, o godz. 20.55 w TVP2
Żałoba Barbary po śmierci Franki w 1910 odcinku "M jak miłość" wcale się nie skończy, chociaż bliskie osoby spróbują wyrwać ją z otępienia, w jakie wpadła z powodu rozpaczy po odejściu żony Pawła.
Chociaż miną już ponad dwa miesiące od dnia, w którym Franka zmarła, to Mostowiakowa nadal nie zdoła pojąć, jak los może być tak okrutny! Wracając pamięcią do chwil, kiedy Franka i Paweł po raz pierwszy przyjechali z synem Antosiem do Grabiny, przypomni sobie to, co powiedziała wnuczce, że to najpiękniejszy czas w ich życiu... Nie miała wtedy pojęcia, że śmierć Franki na zawsze rozdzieli ją z mężem i synkiem.
Barbara dopiero dwa miesiące po śmierci Franki wróci do kościoła w 1910 odcinku "M jak miłość"
Po długim czasie w 1910 odcinku "M jak miłość" Barbara wreszcie przekroczy próg kościoła w Lipnicy, usiądzie w ławce i spoglądając na ołtarz zacznie się modlić. Jednak nie tak gorliwie jak kiedyś, kiedy wierzyła, że Bóg otacza jej rodzinę opieką, nie dopuści do tego, żeby stało się coś złego. Przed śmiercią Franki odmawiała różaniec w jej intencji, ale i tak Bóg postanowił zabrać ją do siebie.
Wzruszająca rozmowa Barbary z księdzem w 1910 odcinku "M jak miłość"
Niespodziewanie do Barbary przysiądzie się ksiądz Grzegorz, któremu w 1910 odcinku "M jak miłość" zacznie się tłumaczyć z nieobecności w kościele podczas ostatnich mszy świętych i z tego, jak straciła wiarę, że to, co się dzieje w jej rodzinie ma jakikolwiek sen.
- Cieszę się, że pani przyszła...
- Nie byłam na mszy w zeszłą niedzielę. W poprzednim tygodniu też nie byłam - przyzna Mostowiakowa jak na spowiedzi.
- Pani Basiu, pomodli się pani ze mną? - zaproponuje młody proboszcz z Lipnicy.
- Długo już jestem na tym świecie. Dużo przeżyłam. Ale nie mogę pojąć, przyznam się księdzu, że narasta we mnie jakiś taki gniew, bunt... Franki między nami nie ma, a ja żyję! Jak to możliwe?
- Kiedy umierają młodzi, nie sposób tego zrozumieć.To jest niepojęte pani Basiu, ale na tym polega istota cierpienia. Nie ogarniemy go rozumem. Ale jedno wiem na pewno, nie można zamykać się w swoim bólu - pocieszy parafiankę ksiądz Grzegorz.
- Przyjdę w niedzielę do kościoła...
- To bardzo się cieszę, ale nie to miałem na myśli. Pani Zosia wspominała, że wyjeżdża z mężem do sanatorium i że próbują namówić panią na wspólny wyjazd...
- To też księdza wciągnęła i przeciągnęła na swoją stronę?
- W tym akurat jesteśmy wyjątkowo zgodni. Pani Basiu, proszę pojechać... Proszę spróbować. Mimo wszystko nie odcinać się, nie izolować od ludzi. Ja tu będę czekał i będę się modlił za Antosia, za Pawła i za Frankę...
- Dziękuję, dziękuję bardzo księdzu - powie Barbara ze łzami w oczach.