Gwiazda M jak miłość drastycznie zmieniła wygląd! Julia Wróblewska przechodzi załamanie psychiczne i pisze o śmierci

2020-09-19 15:31 Ag
 Gwiazda M jak miłość drastycznie zmieniła wygląd! Julia Wróblewska przechodzi załamanie psychiczne i pisze o śmierci
Autor: Instagram Gwiazda M jak miłość drastycznie zmieniła wygląd! Julia Wróblewska przechodzi załamanie psychiczne i pisze o śmierci

Julia Wróblewska, znana jako Zosia z "M jak miłość" przeszła zaskakującą metamorfozę. 22-letnia gwiazda "M jak miłość" drastycznie zmieniła swoją fryzurę, zaledwie kilka dni po tym jak rozstała się z chłopakiem Krzysztofem. Skąd tak nagła zmiana w wyglądzie Wróblewskiej? Popularna aktorka ma za sobą trudne przejścia. Niedawno trafiła do szpitala, a od lat choruje na zaburzenia osobowości, stany depresyjne. Teraz Wróblewska przyznała, że przechodzi załamanie psychiczne. Na swoim Instagramie serialowa Zosia z "M jak miłość" napisała nawet o śmierci...

Co się dzieje z Julią Wróblewską? Na co choruje aktorka z "M jak miłość"?

Julia Wróblewska na Instagramie pokazała efekty swojej metamorfozy, która zaniepokoiła jej wielu fanów! Bo 22-letnia aktorka ufarbowała włosy na fioletowo i umieściła bardzo osobiste komentarze na temat zmiany wyglądu. Serialowa Zosia z "M jak miłość" zdecydowała się odpowiedzieć i w bezpośredni sposób wytłumaczyła, skąd wzięła się u niej nagła potrzeba odmiany. Przyznała, ma to związek z jej zdrowiem psychicznym. Zaledwie tydzień temu rozstała się z chłopakiem, a miesiąc temu trafiła do szpitala, bo zmagała się z potwornym bólem.

Patrz też: M jak miłość. Julia Wróblewska w szpitalu. Od lat choruje! Teraz jej stan się pogorszył

"Jestem dość załamana i jednym ze sposobów radzenia sobie często jest farbowanie włosów. Właściwie w moim zaburzeniu to jest taki mem - "should I die or dye my hair" (pol. "powinnam umrzeć czy pofarbować włosy")" - wyznała gwiazda "M jak miłość". I choć wielu internautów radzi Wróblewskiej, żeby w obecnej sytuacji powstrzymała się przed opisywaniem swoich psychicznych zaburzeń na Instagramie, to aktorka traktuje to jako formę terapii.

"Traktuję Instagram trochę jak pamiętnik, nie chce pokazywać tylko idealnego życia gdy wszystko jest dobrze, to strasznie toksyczne, później inni myślą, że każdy z nas jest super szczęśliwy i ma wspaniałe życie. Każdy ma problemy i trzeba zacząć pokazywać je również" - wyznała szczerze aktorka z "M jak miłość".

M jak miłość. Barbara zginie?! Morderczyni Ola najpierw otruje Józefa, a potem spowoduje wypadek - WIDEO

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.

Poza tym Wróblewska przypomniała, że od lat choruje na zaburzenia osobowości, które wpędzają ją w depresję i bierze udział w terapii u psychiatry. Wyjaśniła, że na Instagramie pokazuje tylko swoją prawdziwą twarz - nie chce nikogo udawać, a obecnie nie jest szczęśliwa i boryka się z poważnymi problemami ze zdrowiem.

"Od dziecka udawałam szczęśliwą dziewczynkę choć już z problemami psychicznymi zmagałam się od 7 roku życia (właściwie wcześniej, myślę, że zaczęło się w wieku od 3 do 5 lat, ale pamiętam zdarzenia gdy miałam nawet 1,5r, ale dopiero wtedy mnie zbadano, bo moje tiki nerwowe były częste i mocne). Mam dosyć udawania pięknego życia, zawsze żyłam w mediach i pokazywanie smutku, żalu, rozpaczy nie jest niczym złym. To uczucia jak każde inne, jeśli ich nie wylejesz to je zabutelkujesz i wrócą wszystkie naraz. Wyznanie czegoś takiego w social mediach daje mi ukojenie. Wsparcie. Pokazuje mi, że wcale nie muszę być porcelanową laleczką, marionetką ku uciesze innych. Mogę być sobą" - napisała.

Przy okazji gwiazda "M jak miłość" wspomniała, że mimo zaburzeń psychicznych i załamania nie szuka lekarstwa w wierze katolickiej. Chce po prostu znaleźć kogoś, kto będzie ją kochał. "Jestem agnostyczką, nie umiem powiedzieć czy coś istnieje czy nie i jestem moralnym człowiekiem bo mam empatię, a łzy otrą mi moi przyjaciele" - zaznaczyła. 

Niedawno także mama Julii Wróblewskiej w jednym z wywiadów ujawniła, że aktorka z "M jak miłość" jest w poważnym stanie. Anna Wróblewska wyznała co dolega jej córce i także nie ukrywała jej choroby.

Wyświetl ten post na Instagramie.
Relationship status: SINGLE. ✌🏻 Post udostępniony przez Julia Wróblewska (@juleczkaaa_jula)
Wyświetl ten post na Instagramie.
Me & Bae 🥰 Post udostępniony przez Julia Wróblewska (@juleczkaaa_jula)
Wyświetl ten post na Instagramie.
Leki. Kilka dni temu na instastory opowiedziałam Wam o tym jak działają leki, które biorę ja i wiele osób, by mój stan psychiczny był stabilny. Wiem jak te leki są demonizowane wśród społeczeństwa, więc chciałabym obalić kilka mitów. 1. Uzależniają- to nieprawda. Nie czujemy potrzeby brania ich, wręcz zapominamy. Myli się leki z grupy SSRI, SNRI itp. z benzodiazepinami (np xanax). Oczywiście nasze ciało się uzależnia, jak od każdego leku, ale zejście z takich leków nie trwa zbyt długo. 2. Otumaniają- fałsz. Nie mają żadnego wpływu na naszą koncentrację, nie powodują senności ani tym bardziej nie zmieniają naszego myślenia. Nie mają żadnego natychmiastowego wpływu, musi upłynąć miesiąc regularnego ich brania by zobaczyć jakikolwiek skutek. 3. „Przecież leki cię zmienią!”- nieee. Właściwie właśnie odkryją Twoje prawdziwe „ja” skrywane pod płaszczem stresu, udręki i negatywnych emocji. Leki nie mają wpływu na naszą osobowość. Leki, które ja biorę pochodzą z grupy SNRI. Rozwijając skrót: Selektywny Inhibitor Wychwytu Zwrotnego Serotoniny i Noradrenaliny. Czym są te magiczne nazwy? Otóż mamy w mózgu coś takiego jak neurony i synapsy. Neurony przekazują serotoninę (hormon odpowiedzialny za regulację snu i apetytu) oraz noradrenalinę (neuroprzekaźnik mobilizujący mózg i ciało do działania) do synaps. Tam ich część trafia do kolejnego neuronu, lub zostaje wychwycona z powrotem. Zadaniem leków jest zablokowanie wychwytu, w ten sposób więcej serotoniny i noradrenaliny zostaje w synapsie i jest przekazywana dalej. Osoby z depresją lub innymi zaburzeniami mają za mało tych neuroprzekaźników, więc leki te powodują ich mnożenie, przez co wracamy do normalnego poziomu, który ma każdy zdrowy człowiek. Celem jest przywrócenie równowagi hormonalnej w mózgu, nie ma tu mowy o żadnym otumanieniu, wręcz przeciwnie. Jak już pisałam, te leki nie powodują, że nie jestem sobą, a to że jestem sobą! Bo jeśli bycie sobą to leżenie tygodniami w łóżku, jedzenie raz na 2 dni, smutek i nienawiść do samej siebie, to ja dziękuję za taką mnie! Na kolejnych slajdach wytłumaczyłam działanie SSRI 😁 Mam nadzieję, że trochę zmieniłam Waszą perspektywę, miłego dnia! #mentalhealthawareness 💜 Post udostępniony przez Julia Wróblewska (@juleczkaaa_jula)
Najnowsze